Po przebudzeniu leżał jeszcze przez jakiś czas i patrzył w sufit -myśląc o oczekującym go dniu próbował się pocieszać, że przecież nie jest tak źle.
W łazience patrząc w lustro na swoją twarz najpierw uczesał włosy, a potem golił ją starannie.
Podczas przygotowywania śniadania zapatrzył się przez chwilę pustym, niewidzącym wzrokiem na przejeżdżające za oknem samochody.
W pokoju włączył telewizor. Jadł kanapki i popijał herbatę przerzucając kanały i patrząc -prawie na każdym ludzie poruszali ustami i mówili, mówili, mówili rzeczy, które go w ogóle nie obchodziły.
Na dworze prawie nie widział otoczenia, rozmyślał o nieudanych stosunkach międzyludzkich pomiędzy nim, a przedstawicielami ludzkości w osobach jego szwagra i szwagierki, ze szczególnym uwzględnieniem ostatniego incydentu, który miał miejsce podczas ich sobotniego spotkania.
Na przystanku autobusowym popatrzył w niebo.
I je zobaczył.
Z jego ogromem, bezmiarem i pięknem, którego widok pomagał przetrwać we wszelkich rodzajach uwięzienia.
Z porażającą od patrzenia w nie tęsknotą i nadzieją, że istnieje coś innego, coś więcej.
"Wciąż zapominam o niebie, które jest tam w górze" -pomyślał. "Wciąż zapominam o Bogu, który jest."


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz