nalazłem ją przypadkowo w internecie. Tę informację, że w mieście Ł., przy głównej -kilkanaście lat temu zamienionej na deptak -ulicy, pod numerem 25 znajduje się kamienica, której fasada jest wykonana z drewna. Znaczy nie cała fasada -tylko do pierwszego piętra. Sam parter ze znajdującym się od strony ulicy sklepem. Czyli, że te jakieś kolumienki i ozdoby otaczające okna wystawowe i drzwi wejściowe tego sklepu -że one są zrobione z drewna. Chyba wszystkie kamienice przy tej ulicy są murowane, ozdoby na fasadach są wykonane z tynku, a tu pod warstwą starej, zszarzałej farby -drewno!
Długa ta zima -pierwszy dzień kalendarzowej wiosny, a tu ciągle śnieg. Podobno są kraje, w których w ogóle nie ma zimy, wciąż lato z niewiarygodnymi upałami. Musi to byc prawda, bo pokazują czasem w telewizji, uczyli o tym w szkole, a nawet sam znam ludzi, którzy tam podobno byli. Co do mnie, to przebywałem kiedyś dwa tygodnie w tej górnej, czyli północnej części Afryki, ale tam prawdziwe upały miały się zaczynać w drugiej połowie czerwca, a była to połowa pierwsza i było ciepło, ale tak jak i u nas bywa w tym okresie. Co prawda co dzień było prawie bezchmurne niebo i tylko raz padało, ale przecież i w Polsce bywają takie okresy. Tam i z powrotem leciało się samolotem -szybki i nic poza tym sposób podróżowania. Wsiada się, leci, po stosunkowo krótkim czasie wysiada w całkiem innej części globu -i wszystko! Gdzie mozolne i wytrwałe pokonywanie kilometrów, gdzie cała mistyka podróży?
Popychany żyłką odkrywcy-amatora, stanąwszy przed jedną z zagadek miasta, w którym przyszło mi mieszkać -postanowiłem zbadać sprawę tajemniczej fasady osobiście. Wahałem się trochę jaki środek lokomocji wybrać, żeby się tam dostać, jednak po dogłębnej analizie wszystkich "za" i "przeciw", jako że mogę jeździć komunikacją miejską bezpłatnie (z powodów, których wyjaśnienie wykraczałoby poza ramy tej krótkiej opowieści) -wybrałem podróż tramwajem jako tańszą niż własnym samochodem. Ważne jest również, że pozwoliło to uniknąć znoszenia i podłączania akumulatora, oraz skrobania oblodzonych szyb. Zerwała się zamieć, na szczęście na przystanku nie czekałem zbyt długo. Tramwaj przyjechał prawie pusty, usiadłem na jednym z wielu wolnych miejsc. Za mną pierwszy-ktoś opowiadał drugiemu-komuś, którego w ogóle nie było słychać, ale który jednak musiał tam być, skoro ten pierwszy mu to opowiadał: "...zanim została moją ona była jego dupą. Mówię mu: -Ty, opowiedz mi coś o niej. -Mam ci powiedzieć krótko, czy długo? -No powiedz krótko. -Dobra krótko: ona jest kurwą. -A chcesz w ryja? -Przepraszam, przepraszam, nie wiedziałem, że ona jest teraz twoją dupą. Tak on mi o niej powiedział. Jak ja ją już teraz olałem, to ona ciągle do mnie wydzwania: -Cześć, co u ciebie słychać? -Słuchaj, ja mam tera inny związek,mówię, mów o co ci chodzi, albo się odpierdol. -Tak? To spierdalaj! I rzuca słuchawkę. A za chwilę znowu dzwoni: -Przepraszam, przepraszam, nie gniewaj się..."
Nie chciało mi się obejrzeć do tyłu, nie widziałem twarzy więc było tak, jakbym słuchał radiowego słuchowiska. Towarzyszył tramwajowi dziwny człowiek, jadący wśród zamieci na duńskim czy skandynawskim, takim podobnym do składaka, rowerze. Zostawał gdzieś w tyle, gdy tramwaj jechał i doganiał go, gdy stał na przystankach lub czerwonych światłach. Ubrany był w skórzane spodnie, skórzaną kurtkę-marynarkę i dziwny, sporo za mały skórzany kapelusik. Uśmiechnięty, promieniował samozadowoleniem nad własną oryginalnością, a na jego przemarzniętej twarzy dało się zobaczyć wiele odcieni różu, fioletu i błękitu.
Zamieć ustała. Wysiadłem w śródmieściu, kaniony ulic krzyżowały się ze sobą. Jednym z nich doszedłem do ośmiokątnego placu im. niejakiej Wolności, z pomnikiem wybitnego człowieka pośrodku. Tym, którzy ten plac tak nazwali nie chodziło raczej o modną ostatnio wolność dla gejów, lesbijek i innych tego rodzaju sex-dziwolągów, ale o tę dawną, wywalczoną spod panowania obcych zaborców, a okupioną krwią powstańców i żołnierzy. Skręciłem w ulicę P. i zacząłem liczyć numery kolejnych kamienic. Pod "25" grupa robotników kończyła instalowanie nowej elewacji. Kolumienki i ozdoby otaczające okna wystawowe i drzwi wejściowe sklepu były wykonane z drewna, właśnie kończono malować je na ciemnobrązowy kolor. W sklepie sprzedawano militaria. Wszedłem do środka i kupiłem sobie dosyć drogą, ale bardzo mocną torbę na ramię w kolorze oliwkowym, która służy mi do dzisiaj. Po przeciwnej stronie ulicy był chiński market -do niego również wszedłem, ale nic sobie nie kupiłem.
Długa ta zima -pierwszy dzień kalendarzowej wiosny, a tu ciągle śnieg. Podobno są kraje, w których w ogóle nie ma zimy, wciąż lato z niewiarygodnymi upałami. Musi to byc prawda, bo pokazują czasem w telewizji, uczyli o tym w szkole, a nawet sam znam ludzi, którzy tam podobno byli. Co do mnie, to przebywałem kiedyś dwa tygodnie w tej górnej, czyli północnej części Afryki, ale tam prawdziwe upały miały się zaczynać w drugiej połowie czerwca, a była to połowa pierwsza i było ciepło, ale tak jak i u nas bywa w tym okresie. Co prawda co dzień było prawie bezchmurne niebo i tylko raz padało, ale przecież i w Polsce bywają takie okresy. Tam i z powrotem leciało się samolotem -szybki i nic poza tym sposób podróżowania. Wsiada się, leci, po stosunkowo krótkim czasie wysiada w całkiem innej części globu -i wszystko! Gdzie mozolne i wytrwałe pokonywanie kilometrów, gdzie cała mistyka podróży?
Popychany żyłką odkrywcy-amatora, stanąwszy przed jedną z zagadek miasta, w którym przyszło mi mieszkać -postanowiłem zbadać sprawę tajemniczej fasady osobiście. Wahałem się trochę jaki środek lokomocji wybrać, żeby się tam dostać, jednak po dogłębnej analizie wszystkich "za" i "przeciw", jako że mogę jeździć komunikacją miejską bezpłatnie (z powodów, których wyjaśnienie wykraczałoby poza ramy tej krótkiej opowieści) -wybrałem podróż tramwajem jako tańszą niż własnym samochodem. Ważne jest również, że pozwoliło to uniknąć znoszenia i podłączania akumulatora, oraz skrobania oblodzonych szyb. Zerwała się zamieć, na szczęście na przystanku nie czekałem zbyt długo. Tramwaj przyjechał prawie pusty, usiadłem na jednym z wielu wolnych miejsc. Za mną pierwszy-ktoś opowiadał drugiemu-komuś, którego w ogóle nie było słychać, ale który jednak musiał tam być, skoro ten pierwszy mu to opowiadał: "...zanim została moją ona była jego dupą. Mówię mu: -Ty, opowiedz mi coś o niej. -Mam ci powiedzieć krótko, czy długo? -No powiedz krótko. -Dobra krótko: ona jest kurwą. -A chcesz w ryja? -Przepraszam, przepraszam, nie wiedziałem, że ona jest teraz twoją dupą. Tak on mi o niej powiedział. Jak ja ją już teraz olałem, to ona ciągle do mnie wydzwania: -Cześć, co u ciebie słychać? -Słuchaj, ja mam tera inny związek,mówię, mów o co ci chodzi, albo się odpierdol. -Tak? To spierdalaj! I rzuca słuchawkę. A za chwilę znowu dzwoni: -Przepraszam, przepraszam, nie gniewaj się..."
Nie chciało mi się obejrzeć do tyłu, nie widziałem twarzy więc było tak, jakbym słuchał radiowego słuchowiska. Towarzyszył tramwajowi dziwny człowiek, jadący wśród zamieci na duńskim czy skandynawskim, takim podobnym do składaka, rowerze. Zostawał gdzieś w tyle, gdy tramwaj jechał i doganiał go, gdy stał na przystankach lub czerwonych światłach. Ubrany był w skórzane spodnie, skórzaną kurtkę-marynarkę i dziwny, sporo za mały skórzany kapelusik. Uśmiechnięty, promieniował samozadowoleniem nad własną oryginalnością, a na jego przemarzniętej twarzy dało się zobaczyć wiele odcieni różu, fioletu i błękitu.
Zamieć ustała. Wysiadłem w śródmieściu, kaniony ulic krzyżowały się ze sobą. Jednym z nich doszedłem do ośmiokątnego placu im. niejakiej Wolności, z pomnikiem wybitnego człowieka pośrodku. Tym, którzy ten plac tak nazwali nie chodziło raczej o modną ostatnio wolność dla gejów, lesbijek i innych tego rodzaju sex-dziwolągów, ale o tę dawną, wywalczoną spod panowania obcych zaborców, a okupioną krwią powstańców i żołnierzy. Skręciłem w ulicę P. i zacząłem liczyć numery kolejnych kamienic. Pod "25" grupa robotników kończyła instalowanie nowej elewacji. Kolumienki i ozdoby otaczające okna wystawowe i drzwi wejściowe sklepu były wykonane z drewna, właśnie kończono malować je na ciemnobrązowy kolor. W sklepie sprzedawano militaria. Wszedłem do środka i kupiłem sobie dosyć drogą, ale bardzo mocną torbę na ramię w kolorze oliwkowym, która służy mi do dzisiaj. Po przeciwnej stronie ulicy był chiński market -do niego również wszedłem, ale nic sobie nie kupiłem.


