Nie na plaży Costa Brava, ani na jednej z wysp archipelagu Fidżi, ani na luksusowym transatlantyku pośrodku oceanu, ani na pełnomorskim jachcie płynącym wzdłuż wybrzeży Nowej Kaledonii, ani na łące Jana Janiaka we wsi Jany Średnie, lecz na ciasnym balkonie jednego z wieżowców na peryferyjnym osiedlu miasta w centralnej Polsce, rozkoszował się lekkimi dotknięciami wiatru i błogosławionym ciepłem majowego słońca odczuwanymi na swej zmęczonej twarzy pewien człowiek, chwytający kurczowo każdą mijającą sekundę tej z wielkim trudem wyrwanej z kołowrota zajęć godziny i usiłujący nie słyszeć ryku aut jadących nieprzerwanym sznurem ulicą w dole.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz